Natrafiwszy w szufladzie na kartkę z loginem, po upływie prawie roku od ostatniego wpisu, postanowiłam sprawdzić, że mnie tu na pewno nie ma. Sprawdziłam. Jestem.

Świadomość bycia zobowiązuje. Pobywam zatem trochę, acz, przyznaję, bywanie na solonach kiepsko mi ostatnio wychodzi. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Najważniejsze z nich to:

  • Nuda, taka ucziwa, powalająca. Jej oryginalność polega jedynie na tym, że nie ja jestem znudzona, a mną są znudzeni mocodawcy tego świata, a ściślej mówiąc tym, że ośmielam się zaburzać ich urzędniczy letarg chceniem czegoś. Odnotowuję skrupulatnie, że największą nudę wyzwala chcenie dalekowzroczne i dalekosiężne, takie, w którym pojawiają się jakże niewłaściwe słowa typu "strategia długoterminowa", "polityka edukacyjna" i im podobne nieodpowiednie okreslenia;
  • Spłaszczenie kompetencji - nawet w brydża pograć trudno, jako że nie ma z kim i nie ma jak, bo samolot do rodzinego miasta z kierowcą limuzyny jadącej "spodem" czeka. Czeka oczywiście nie na mnie, jako że jestem z wrogiego całej Polsce miasta stołecznego;
  • Niezależność, czytaj: brak podległości instytucjonalnej i formalnej mojej skromnej osoby. Skoro niezależna, to nie ma obowiązku zapraszania, no to nie zapraszamy, itd

W sumie, to nawet dobrze mi z tym. Świat i bez aktywności społecznej jest piękny. Tylko trochę mi w jego afirmacji przeszkadza ostatnie miejsce, jakie zajmujemy w UE z racji posiadanego kapitału intelektualnego.